Rejsy katamaranami

Udział w rejsie rodzinnym

minimum 2-osobowa kabina

Rejsy na życzenie

min. cały katamaran

Wróć do listy wszystkich artykułów
Alkohol na rejsie - tylko jeden powód, potrafiący zrujnować wakacje

Alkohol na rejsie to temat niczym puszka Pandory. Kto wyobraża sobie rejs bez alkoholu? Jak wilk morski może nie wypić „za cudowne ocalenie” i „za zdrowie Neptuna”?! Kto pije mało lub wcale może mieć na takim rejsie problem. Co można zrobić aby rejs przebiegał przyjemnie i bezpiecznie dla wszystkich uczestników?

Alkohol na rejsie morskim, odpowiednio serwowany potrafi podkreślić smak żeglarskiej przygody. Podawany w nadmiarze potrafi przemienić ją w koszmar albo tragedię.

Pan kapitan po alkoholu raczył „odpłynąć”

Prawda jest taka, że spożywanie alkoholu jest mocno wpisane w żeglarską tradycję. Piło się przed rejsem, na rejsie i po rejsie. Piło we flocie rybackiej, handlowej, wojennej.

Na okręcie, jako pierwszy po Bogu toasty mógł wznosić kapitan. I korzystał z tego prawa nader często. Ale z kim miał pić? Spoufalać się z załogą nie wypada, oficerowie zajęci nawigacją i krzyczeniem na podkomendnych… równego sobie na jednostce nie było – toż to można popaść w samotność i depresję! Najlepiej pomagał na te ponure stany dobry rum, dobre wino, dobre whisky.

A załoga cóż…daleko od domu, rodziny, dziwek w każdym porcie, w paskudnych warunkach, z samymi obrzydliwymi, śmierdzącymi mordami w około. Jak tu nie pić? Na pocieszenie pomagał tylko kiepski rum, kiepskie wino, kiepskie whisky…

Eksplorowanie świata to nie była przygoda jak z biura podróży. Zanim nasi przodkowie połapali się o zbawiennym wpływie witamin na zdrowie załogi, przynajmniej połowa z nich nie wracała z rejsu. Kogo nie zabił szkorbut, tego dobijały choroby weneryczne. O powrocie z kompletnym uzębieniem nikt nawet nie marzył. Jedynym na wyprawach w nieznane antidotum na wszelkie troski i choroby był alkohol.

W końcu odkrywcy nie pozostawili białych plam na morskich mapach świata. Wtedy dopiero, na dobrze znanych szlakach morskich, zaczęły się nudne rejsy. Przy sprzyjających warunkach pogodowych, trzeba było się bez emocji kołysać na falach w znanym kierunku kilka tygodni czy miesięcy. Nie było playstation, game-boy’a, telefonów satelitarnych z transferem danych internetowych. Wygłodniałe kobiecych kształtów samce w byle morskim ssaku dostrzegały syreny wabiące ich śpiewem do grzechu. Co było robić. Wino z beczki równym ciurkiem sączyło się w krwiobieg marynarzy niczym kroplówka w szpitalu.

„Za cudowne ocalenie”

Obecność alkoholu jest już więc jakby wpisana w morskie rzemiosło. Kiedy na horyzoncie pojawiło się  żeglarstwo sportowe i rekreacyjne, trudno się było spodziewać obyczajowej zmiany. Na niewielu jachtach można było stwierdzić brak „czegoś mocniejszego”. I tak jest do dziś.

Jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach. Można traktować pokład jachtu niczym pub, a kajuty niczym izbę wytrzeźwień. Szukać okazji do toastu przy każdym manewrze, przebytej mili morskiej., zauważonym statku, rozpoznaniu chmury, przed wachtą, po wachcie, z radości, ze smutku… ostatecznie tracąc kontakt z rzeczywistością. 

Fatalnie kiedy postępują tak członkowie załogi. Żadna z nich pomoc, a jeszcze utrapienie, gdyż włącza im się „bohaterstwo”, które trudno opanować. Jeszcze gorzej gdy pod pokładem zalegnie starej daty kapitan, co też się zdarza. Może i jest najlepszym żeglarzem. Ale kiedy niebezpiecznie zaczyna dominować ilość promili niż morskich mili, nieszczęście jest o krok. Załogą rekreacyjnych rejsów morskich często są osoby niedoświadczone, a nie grupa bezzębnych ale jednak wilków morskich, zdolnych poprowadzić okręt do bezpiecznej przystani.

Kto nie pije podpier….la

Dla osób niepijących lub zaledwie smakujących alkoholu rejs z tęgo pijącymi może być prawdziwym utrapieniem. Jest to dla takich osób nie lada ryzyko, kiedy decydują się dołączyć do organizowanego przez kogoś rejsu. Kupują wtedy dla siebie jedną koję i muszą wpasować się w to co im los przyniesie.

Warto w takim przypadku dopytać organizatora jakie zasady odnośnie spożycia alkoholu, będą obowiązywać na rejsie. Czy składka do kasy jachtowej ma obejmować alkohol? Czy dozwolone będzie picie podczas żeglugi?

To bardzo ważne, ponieważ może się okazać, że będąc abstynentem będziemy się dokładać do wódki czystej – ulubienicy boga mórz, która krążąc w żyłach będzie podkręcać temperament żeglarskiej braci.

Jak dogodzić wszystkim

Jeśli nie tolerujecie alkoholu lub jego nadużywania w czasie wakacji a chcecie spróbować żeglarstwa morskiego, pomyślcie o rejsie na życzenie, kiedy to wy zadecydujecie jak rejs ma wyglądać i według jakich zasad przebiegać. 

Gdy dołączamy do załogi miejmy świadomość, że organizator może w umowie rejsu zawrzeć zasady spożycia alkoholu. Kiedy będą przestrzegane przez kapitana i załogę, mogą pozytywnie wpłynąć na ogólną atmosferę. Do dobrych praktyk należy:

  • nie uwzględnianie alkoholu w kasie rejsowej i zakupach dla całej załogi
  • wprowadzenie akceptowalnej dla wszystkich regulacji picia w czasie żeglugi i postojów 
  • obowiązywanie ciszy nocnej w obrębie jachtu

Oczywiście wszystko jest dla ludzi. Nie ma nic złego w wypiciu lampki wina do obiadu podczas postoju jachtu na kotwicy. Nic się nie stanie jeśli po osiągnięciu portu i zabezpieczeniu jachtu usiądziecie przy jednym piwie czy drinku. Można wyjść na wieczór do restauracji albo nawet szaleć całą noc w portowych tawernach ale po powrocie na jacht w ciszy położyć się spać. 

Szanujmy siebie nawzajem. Jeśli jedziecie zgraną paczką i macie podobny styl spędzania wakacji to możecie w ogóle nie wypłynąć z portu, stając się koneserami lokalnych trunków. Ale jeśli spędzacie wspólne wakacje z dopiero co poznanymi osobami, to zorientujcie się gdzie leżą ich granice tolerancji. Mają takie samo prawo do udanych wakacji jak wy. Podobnie jak załogi innych jachtów w portach i na kotwicowiskach. Próbujmy nie utrwalać wyobrażenia o Polakach jako wiecznie pijanych i ryczących barbarzyńcach…

Zdrowie kapitana!

Sprawą bezdyskusyjną zaś w sytuacji zatrudnionego na rejs skippera jest jego pełna dyspozycyjność i jasność umysłu w czasie sprawowania obowiązków na jachcie. 

Nie namawiajcie go do złego. To od jego oceny sytuacji i działań zależy wasze bezpieczeństwo.

Nie tolerujcie też jego samowolnego sięgania po alkohol w czasie żeglugi czy manewrów. Macie prawo zgłosić to organizatorowi lub upomnieć go sami. Kapitan-skipper rejsu komercyjnego jest na morzu w pracy i jego obowiązkiem jest dbanie o wasze bezpieczeństwo. Kiedy jacht i załoga jest bezpieczna w kolejnym porcie, niejeden kapitan chętnie podzieli się z wami morskimi opowieściami z dobrym trunkiem w dłoni! A może na zakończenie rejsu zaprosicie go całą załogą na kolację, dziękując w toaście za jego pracę? Na pewno będzie mu miło 🙂

Na zdrowie!

Wróć do listy wszystkich artykułów